Ekstraklasa : Polonia W. - Wisła K. 0:1 i Lech - Legia 1:0 z poślizgiem

Od wymienionych w tytule spotkań minął tydzień, ale dopiero dziś znalazłem wystarczająco dużo czasu, aby napisać o nich. 23 kolejka Ekstraklasy pokazała, że to Lech jest obecnie najlepiej grającą drużyną w kraju. Obecny lider i ciągle aktualny mistrz Polski, krakowska Wisła, po raz kolejny zawiodła, wygrywając tylko dzięki przypadkowi. Tyle na wstępie, jedziemy dalej.

Mecz warszawskiej Polonii z liderem z Krakowa zapowiadał się na jeden z ciekawszych, oczywiście oprócz hitowego starcia w Poznaniu. Od początku meczu większą determinację wykazywali gracze ostatniej drużyny w tabeli, co mogło być pewnym zaskoczeniem. Opowieści o przeszkadzającej Wiślakom murawie można włożyć między bajki. Dla obu zespołów była taka sama, problemem Białej Gwiazdy nadal była gra do przodu, Paweł Brożek znów nie istniał. Polonia postraszyła gości kilkoma akcjami, po których musiał interweniować, zastępujący kontuzjowanego Pawełka, Juszczyk. Próżno było szukać pozytywów w grze Wisły, warto odnotować praktycznie tylko strzał Małeckiego. To wszystko z pierwszej połowy, druga wyglądała podobnie, z tym, że krakowianie przeprowadzili kilka akcji. Po raz kolejny Kasperczak pokazał, że nie boi się zdjąć z boiska Pawła Brożka, uczynił to już po przerwie. Mimo wszystko Wiślacy atakowali nieporadnie, Polonia nie potrafiła zdobyć gola. Podobać mógł się zwłaszcza Adrian Mierzejewski, który był najlepszym zawodnikiem gospodarzy. Warto odnotować jeszcze uderzenie Piotra Brożka, który udowodnił, że nie chce zbytnio demotywować brata. W świetnej sytuacji uderzył w Przyrowskiego. Tak spokojnie mijały minuty, końcówka meczu, czas doliczony. Z pozoru nie groźne podanie Piątka w kierunku Przyrowskiego, ten nie trafia w piłkę, która tuż przy słupku wpada do bramki. Kopia sytuacji z pamiętnego meczu w Belfaście, gdy po podaniu Michała Żewłakowa błąd popełnił Artur Boruc. Godna pożałowania murawa, która według Radosława Majdana miała Polonii pomóc, okazała się katem dla gospodarzy. Gdyby nie nierówność i muśnięcie piłki przez Przyrowskiego, mecz zakończyłby się najsprawiedliwszym wynikiem, czyli remisem. Żadna z drużyn nie przeważała na tyle, aby wygrać to spotkanie. Ale szczęście tym razem było przy Wiśle, która dopisała do swojego konta kolejne trzy punkty.

Hit kolejki, jedno z ciekawszych spotkań rundy wiosennej. Rozpędzony Kolejorz podejmował warszawską Legię. Goście po wygranej w Gdańsku, gdzie odwrócili losy spotkania, przyjechali z nadzieją na utrzymanie swoich szans w walce o mistrzostwo kraju. Lech pokazał jednak, że remis z Odrą był tylko wypadkiem przy pracy. Szybko grający poznaniacy bez trudu dochodzili do sytuacji strzeleckich, Legia kilka razy wyszła z groźnymi kontrami. Podobać się mogła zwłaszcza gra Stilica, który wyraźnie wraca do swojej najlepszej dyspozycji. Mecz rozstrzygnęło właśnie jego uderzenie z rzutu wolnego. Wcześniej jeden z lepszych arbitrów w ostatnim czasie, Hubert Siejewicz, popełnił duży błąd nie odgwizdując rzutu karnego po faulu Muchy na Lewandowskim. Legia przegraną w najmniejszym możliwym wymiarze zawdzięcza właśnie swojemu bramkarzowi. Wielokrotnie ratował gości przed wyższą porażką. Lech pokazał, że jest na fali i przed zbliżającym się starciem z Wisłą wyrasta na zdecydowanego faworyta.

Piszę to wszystko w cieniu wydarzeń w Smoleńsku. Tyle razy narzekamy na polityków, jednak w obliczu tragedii pozostaje wielki żal i smutek. Zapominamy o wszystkim, na co narzekaliśmy, często niesłusznie. Może więc warto przymknąć oko na bardzo słabe występy polskich drużyn w Europie, fatalne boisko w Warszawie i cieszyć się tym, co jest. Kto wie, kiedy nam tego wszystkiego po prostu zabraknie.

* Skomentuj ten wpis

Ekstraklasa : Polonia B. - Wisła K. 1:3 (1:1) tj. dla chcącego nic trudnego

Po porażce w Pucharze Polski Wisła Kraków przystępowała do meczu z Polonią Bytom, która ostatnio pokazała, jak nie należy grać -  w meczu z Piastem Gliwice. Kibice Białej Gwiazdy liczyli na to, że zespół jednak się przełamał po wygranej 3:0 w meczu ligowym z Lechią. Fani gospodarzy wczorajszego meczu żyli nadzieją, że bytomianie zaprezentują się podobnie jak w wygranym spotkaniu z Legią. Komentatorzy Canal + liczyli z kolei na dobry mecz, bowiem takie według nich zawsze na stadionie Polonii mają miejsce. Cóż, ostatnim ciekawym meczem pewnie był ten z Legią, bo słabszy pokonał potentata polskiej piłki kopanej.

Przejdę już do dzisiejszego widowiska. Spotkanie zaczęło się od dominacji Wisły. Można się zastanawiać, czy nadal działa efekt “nowej miotły”, czy faktycznie pan Kasperczak wprowadza do zespołu krakowian swoje pomysły. Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że Wiślacy grają coraz lepiej piłką, niekiedy nawet pokazują, że im się po prostu chce. Ale jakby na przekór temu wszystkiemu pierwsza gola strzeliła bytomska Polonia, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Piłka nie jest sprawiedliwa, pomyślałem w tamtej sytuacji. Okres naporu Wisły przerwała bramka, którą zdobył obrońca Polonii wygrywając pojedynek w powietrzu z Marcelo i Issą Ba, chyba najwyższymi graczami drużyny z Krakowa. Mariusz Pawełek nawet nie drgnął, nie miał szans, ale chyba dobrze, że kibice Wisły byli po drugiej stronie stadionu, znów jakiś idiota mógłby rzucić parę obraźliwych haseł, przez co bramkarz Białej Gwiazdy obdarować by mógł wszystkich widokiem swojego środkowego palca. Krzyczy paru, gest widzą wszyscy, to się nazywa odpowiedzialność zbiorowa.

Odpowiedź gości nastąpiła bardzo szybko. Po akcji Patryka Małeckiego, pięknym woleju Issy Ba i odbiciu się od słupka, piłka trafiła do Piotra Brożka, który dopełnił formalności. Do końca pierwszej połowy nic się już nie zmieniło. Wisła pokazała, że okres impotencji strzeleckiej ma już za sobą, Polonia udowodniła, że gdy ma więcej szczęścia niż umiejętności, jest w stanie powalczyć z Mistrzem Polski. Taka prawda, gdyby Marcelo lepiej upilnował obrońcę gospodarzy, bytomianie mogliby w tym meczu do siatki nie trafić. Po przerwie znów uwidoczniła się przewaga Wisły, jednak pięknej i płynnej gry ciężko było się doszukać. Dominacja krakowian właściwie nie podlegała dyskusji. Po jednej z akcji Wiślacy wyszli na prowadzenie. Piłkę do bramki wbił Rafał Boguski, który parę minut wcześniej zmienił Pawła Brożka. Zatrzymam się tutaj na chwilę, bo nie pamiętam, kiedy Maciej Skorża potrafił zdjąć tego zawodnika z boiska, brawo Kasperczak. Druga sprawa, Boguski cudem strzelił tą bramkę. Znów nie potrafił po prostu dołożyć nogi, celnie uderzyć. Jest nadal cieniem zawodnika, który kiedyś wystąpił nawet w naszej rodzimej reprezentacji.

Do końca meczu warto odnotować jeszcze zryw bytomian po wejściu na boisko Miroslava Barcika. Według mnie jeden z najlepszych w ekipie gospodarzy, mimo, że grał niewiele ponad 20 minut. Parę razy mocno zawstydził obrońców Wisły, nie dużo brakowało, a Polonia wyrównałaby na 2:2 za sprawą Radzewicza. Ale tym razem dobrze spisał się Pawełek, który pomocnika bytomian po prostu wystraszył swoim wyjściem. Wystarczyło tylko dołożyć głowę, a kibice śląskiej jedenastki oszaleliby ze szczęścia. Jednak nie udało się, tymczasem po dośrodkowaniu Kirma, który zmienił wcześniej Łobodzińskiego, błąd popełnił Skaba. Świetnym lobem popisał się stojący parę metrów przed bramką Diaz i było pozamiatane.

Zasłużone zwycięstwo krakowskiej Wisły. Okazało się, że jeśli Wiślacy włożą w mecz więcej sił i ambicji, potrafią wygrywać z przeciętniakami naszej ligi. Dlaczego nie udało się w Pucharze Polski z Lechią? Brak Marcelo i Głowackiego, dziś było widać, ile znaczą Ci dwaj zawodnicy. Na szczęście nie dostali dziś żółtych kartek, będą mogli zagrać w następnej kolejce ligowej. Polonii pozostaje walka o punkty w pozostałych spotkaniach, zapewne bez Skaby w bramce. Tym razem on skupił na sobie uwagę kibiców, wyręczając z niewdzięcznej roli Pawełka, który zagrał dziś dobrze.

Ciekawy jestem, czy ten wpis również wzbudzi tyle emocji, co ostatni. W przypadku tego meczu o korupcji raczej nie ma mowy. Nie możemy w każdym spotkaniu, błędzie arbitra i tego typu sytuacjach dopatrywać się nieuczciwości. Pomyłki są wpisane w piękno piłki nożnej. Jak w życiu.

* Skomentuj ten wpis

PP : Wisła K. - Lechia 1:3 (1:3) czyli kabaret z Reymonta

Po sobotnim ligowym zwycięstwie Wisły z Lechią 3:0 wszyscy spodziewali się podobnego wyniku w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Polski. Jednak absencja dwójki podstawowych stoperów Białej Gwiazdy oraz skłonności do rotacji w składzie trenera Lechii dawały powody do przypuszczeń, że będzie ciekawie. Tak też było, głównie za sprawą graczy przyjezdnych, którzy bardzo szybko objęli prowadzenie, następnie zdobyli drugą bramkę i było właściwie po zawodach. Dwójkę środkowych obrońców Wisły tworzyli Junior Diaz i Łukasz Burliga, czyli zawodnicy kompletnie ze sobą nie zgrani, co często w trakcie spotkania doprowadzało do wielu sytuacji bramkowych dla gdańszczan. Śmiem twierdzić, że gdyby nie karny “z kapelusza” podarowany Wiślakom przez sędziego, po raz kolejny skończyliby mecz bez zdobyczy bramkowej. Na szczęście wykorzystali prezent i do czasu zdobycia trzeciej bramki przez gości, mieli jeszcze cień nadziei na nawiązanie walki o półfinał Pucharu Polski. Pierwsza połowa to konsekwentna gra Lechii, która świetnie wykorzystała brak dwójki Głowacki - Marcelo w obronie gospodarzy. Po zmianie stron boiska dominowała, jeśli nie przesadzę tutaj, krakowska Wisła. Co z tego jednak, skoro po raz kolejny brakowało wykończenia akcji a Lechia nastawiła się na obronę korzystnego wyniku. Gdyby nie wynik, zapewne gra Wisły wyglądałaby podobnie jak w pierwszej połowie, goście nie pozwoliliby na ataki Wiślakom. Jak słusznie zauważył komentator Orange Sport, Lechia posiada równorzędną kadrę, co umożliwia rotację składu trenerowi Kafarskiemu. Co po drugiej stronie, w obozie Mistrza Polski? Tragedia. Zawodnicy po raz kolejny wyglądali, jakby pierwszy raz spotkali się na osiedlu, aby pograć sobie w dziada. Niedawna zamiana trenera, Macieja Skorży na Henryka Kasperczaka, niewiele póki co zmieniła.

* Skomentuj ten wpis

Kilka słów wstępu

Wypada napisać coś na dobry początek. Od dłuższego czasu planowałem założyć blog o tematyce sportowej, ponieważ nie miałem zamiaru męczyć tekstami o piłce nożnej czytelników mojego photobloga. To nie jedyny powód, dla którego tutaj jestem. Często zdarza się, że o piłce zwyczajnie nie ma z kim porozmawiać, to przynajmniej tutaj się wypiszę. Postaram się przede wszystkim pisać o meczach, które oglądałem, o swoich spostrzeżeniach, zastrzeżeniach i uwagach. To tyle tytułem wstępu.

* Skomentuj ten wpis


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


styczeń 2012
P W Ś C P S N
« kwietnia    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031